|
Nie mogłam jechać tak od razu
Były kwestie do załatwienia W mieście, które wybrałam ze względu na jego teatry (Taka jest prawda ale w zasadzie nie mówiłam o tym wcześniej (Nawet przed samą sobą milczałam w kwestii tego wyboru (Wróciłam na jeden dzień choć powinnam znów „na zawsze” które trwa dokładnie dwa semestry (Jakieś tam załatwianie ważnych spraw formalnych i inne pierdoły (Później bieg do doktora z Instytutu Sztuki (Krótka rozmowa na temat mojej pierwszej publikacji na studiach która ma miejsce i (swój czas tylko dzięki niemu (Kończyliśmy dyskusją na temat muzyki nagranej przeze mnie dla niego oraz o (wystawie którą koniecznie muszę zobaczyć) Już mogłam jechać od razu do niego On to synonim pierwszej radykalnej zmiany w wyglądzie moich włosów To ta cholerna grzywka i brązowa farba które wygrał gdy po raz pierwszy a tym samym i ostatni się z nim założyłam Z podróży pociągiem pamiętam tylko to że była cholernie długa oraz że za oknem ciągle padało Czytałam Isaiaha Berlina Pieprzył mnie mentalnie czcionką tego swojego tekstu chwilami robił to nawet kursywą Byłam jego intelektualną dziwką Kurwą wręcz Tylko czekałam aż się spuści W myślach wypaliłam pół paczki papierosów i oblałam go całkiem niechcący kawą Słuchałam Preisnera i innych dźwięków Przeciągał się czas Czyste szaleństwo w poznawaniu etymologii słowa „szaleństwo” właśnie Gdzieś tak w połowie drogi (chybanawetnieażtak) naprzeciwko mnie usiadł Kaliban Cholernie nienumeryczny Zazdrościłam mu zaśnięcia Nie sypiam za dobrze przez ostatnie dni to stąd ta zazdrość W normalnych warunkach nie pozwoliłabym sobie na poczucie czegokolwiek w stosunku do niego Nieważne Nie wiedziałam co mu powiedzieć To taka pustka w głowie (Iniewiemcodalej) Najchętniej prosiłabym go żeby nie umierał tak po prostu teraz Żeby nie umierał póki tu jestem Pociąg skończył bieg Ludzie jak przecinki osiedli w gonitwie za czasem Podczas gdy ja znieruchomiałam w kropce Miałam w kieszeni kartkę z zapisanym adresem szpitala Natrętnie obmacywałam ją i naprawdę miałam nadzieje że da mi za to w pysk Nic.z.tego W taksówce było za gorąco To takie ciepło od którego robi ci się niedobrze A kierowca był kupą złych węglowodanów Dam głowe za to że pocił się i płakał na słodko Sikał może też Stojąc przed szpitalem oddychałam bo (akurat akurat tym momencie) byłam przesądna Jeszcze chwila a ogarnąć mnie miała nuda zdobywcy (Pamiętam że właśnie wtedy postanowiłam nocą wychłodzić swój organizm) Kojarzę teraz to że stałam i zastanawiałam się dlaczego Jezus nie zakończył swojej kariery na krzyżu Dlaczego zmartwychwstał Chwilę później pytałam już o numer jego sali Umiejscowili go strasznie nieparzyście Ten taki automat z workami na buty Nie miałam pieprzonej złotówki Powłóczyłam nogami Stałam przed drzwiami i odliczałam od tyłu od 313 do 0 Uderzył mnie zapach tego pokoju Smród raczej Nie wiedziałam że ten rak tak śmierdzi Pamiętam że poczułam coś co teraz określę jako „zażenowanie” To nie jest do końca właściwe słowo Innego nie znajduje Byłam zażenowana jego półnegliżem oraz idealnym kształtem łysej czaszki Chwile później tą idealną powierzchnie miałam pod palcami Zanim cokolwiek powiedział prosiłam go żeby pozwolił mi odnieść nad sobą zwycięstwo tylko po to bym lepiej mogła znosić jego władzę przez te kilka dni Pytał o podróż i zmęczenie Byłam trochę zła na niego za kontekst w jakim mnie umiejscowił Po dwóch godzinach dostałam klucz oraz numer na taksówe Zaczęliśmy trzymać się planu Jego mieszkanie zaczełam poznawać dokładnie dwa lata temu Były opisy tej przestrzeni oraz zdjęcia Nigdy nie wspominał o rzekach moczu które kiedyś spływały po klatce schodowej Być może tworzyły nawet wodospad Czymkolwiek były to pozostawiły po sobie ślad w postaci supersmrodu Chyba z 12 razy pod rząd myłam twarz Zasnełam Pamiętam że sniłam o procesie Jasera Arafata przeprowadzanym przez Kafkę( w tym śnie miał jeszcze większe uszy!) Odebrali mu Nobla a zaraz potem ukrzyżowali na słupie wysokiego napięcia Ludzie krzyczeli coś o tym, że nigdy nie był czymś więcej niż tylko elementem wielkomiejskiego pejzażu Śnić przestałam o trzeciejnadranem Mieszkanie położone jest nad pracownią szewca Dolatywał mnie zapach kleju obuwniczego (czy jak to tam się nazywa) Mdliło mnie i bolała głowa Źle się czułam w tej przestrzeni Nie wiedziałam na ile zmieniłoby się moje samopoczucie gdyby on zamiast umierać w szpitalu siedziałby obok i marszczył czoło dotykając tej swojej idealnej czaszki Od jednej z babć nauczyłam się tego że małżeństwo jest prasowaniem koszul Właśnie to robiłam wiedząć że nigdy już żadnej z nich nie włoży To nie miało sensu ale chciałam wierzyć w jakąś symbolikę tej czynności I wtedy dotarło do mnie dlaczego przez te wszystkie lata tak bardzo go lubiłam Po prostu miałam pewność że nigdy nie będę w stanie go pokochać Zaraz zadzwoniłam do niego i powiedziałam o tym Słyszałam jak się uśmiechnął Pytał o której przyjadę Stałam przed tym ogromnym lustrem w sypialni i miałam świadomość tego okropnego dziś ciała które kiedyś było tak bardzo niezłe Było świetne I te kształty Moja wątroba wysyłała mi pozdrowienia w postaci bólu przez który przez moment zwijałam się Ona mi tak często złorzeczy za te wszystkie tabletki Myślę sobie że jedyny ślad zdrowia jaki można we mnie znaleźć to fakt że kiedyś byłam zdrowa Wypaliłam prawie pół paczki papierosów Ciągle jeszcze mam przy tym zawroty głowy łzawią mi oczy i mdli mnie Było mi dziwnie mało Za bardzo chciałam swojej (nazwijmy to) zagłady na ten moment by jakikolwiek dym mógł mi wystarczyć W szpitalu zastałam go ubranego w koszulkę z wizerunkiem Jezusa Pytałam czy został tutaj cynicznym miejscowym mesjaszem i czy ma zamiar przemienić morza w wodę święconą Puszczał mi barrego waithea Później starałam się wytłumaczyć mój zachwyt nad muzyką basinskiego którego on nigdy nie pojął Tak nam mijały te dni Nie pożegnaliśmy się ale pamiętam że jednym z ostatnich zdań jakie wymówił jest to w którym poprosił żebym walczyła o eutanazję (A jego ostatniego zdania nigdy nikomu nie powtórzę) Jestem niezła Dałam radę Popłakałam się dopiero w pociągu i płakałam tylko do siódmej stacji Wiedziałam że przyjadę do domu i niedługo po tym włączę komputer Wówczas raj o którym pisał Dante będzie wirtualnie rzeczywisty Name: Komentarze: 11.10.2007 :: 21:22 :: 91.90.112.19 06.10.2007 :: 22:37 :: 89.171.42.130 |